Recenzje sprzed lat. TES: Morrowind

Firma Bethesda Softworks stworzyła kolejną, trzecią już część serii Elder’s scrolls. Z intra nietrudno wywnioskować, że nasz bohater jest wybrańcem bogów. Gra rozpoczyna się na statku, przewożącym więźniów na wyspę Morrowind. Ciekawe jest to, że w trakcie gry wpisujemy nasze imię, w spotkaniu ze strażnikiem wybieramy rasę naszego bohatera, w urzędzie podajemy jego  profesję i znak zodiaku. Po wyjściu z urzędu celnego sami musimy kierować naszym herosem.

Z każdym napotkanym przechodniem możemy rozmawiać, chociaż dialogi są bardzo liniowe. W każdym mieście pytania są takie same, tylko odpowiedzi się różnią. Kolejnym potknięciem producentów jest to, że niezależnie jaką rasę wybierzemy, i tak możemy wstąpić do Legionu Cesarskiego, który powinien być zastrzeżony tylko dla Cesarskich.

W grze bardzo ważne są pieniądze. Możemy je zarabiać w różny sposób. Najlepszym miastem do tego jest Balmora, w której znajdziemy m.in. Gildię Wojowników i MAgów. W miejscach tych możemy za pieniądze wypełniać zadania, a z czasem nawet przełożony da nam awans. Prostym sposobem na znalezienie pieniędzy jest zaglądanie do każdej skrzyni w mieście, gdzie znajdziemy nie tylko pieniądze, ale też broń i inne ciekawe przedmioty.

Jak przystało na gry RPG, w „Morrowindzie” postać może się rozwijać. W większości gier po walce ze smokiem podnoszą się  nasze umiejętności we władaniu mieczem, ale twórcy z Bethesdy opracowali przełomowy sposób na rozwój naszego bohatera. Aby powiększyła się umiejętność we władaniu długim ostrzem, wystarczy wyjąć miecz, stanąć w miejscu odludnym i machać, aż pojawi się informacja „Umiejętność we władaniu długim ostrzem wzrosła do…”. Gdy idąc przez miasto raz na jakiś czas skoczymy, pojawi się informacja „Umiejętność Akrobatyka wzrosła do…”. Jak w życiu, gdy idziemy na zakupy i skaczemy, wzrastają nasze umiejętności akrobatyczne, a ludzie uważają nas za idiotów. Brawa dla panów z Bethesdy!

Ciekawy jest sposób poruszania się między miastami. Służy do tego łazik, czyli wielki robal z siedzeniami na dwie osoby. Biuro podróży kontrolujące łaziki powinno zostać podane do Strasburga ze względu na dyskryminację rasową. Grając Cesarskim za podróż płacimy najmniej, za to najwięcej muszą wydać Nordowie. Oto właśnie sprawiedliwość.  W grze jest wiele organizacji, do których gracz nie może dołączyć, a także wiele, do których nie chce dołączyć. W „Morrowindzie” występuje cykl dnia i nocy, a nasz bohater jest na tyle wytrzymały, że nie musi spać, chyba że w walce spotkały go jakieś obrażenia. Trzeba być pod wrażeniem… Ciekawe jest ograniczenie kilogramów, jakie może dźwigać nasz  heros. Najsłabsze są w tej konfrontacji elfy, a najmocniejsi Nordowie.

Walka w grze jest taka sama, jak w wielu innych grach tego typu, tzn. machamy mieczem, na przeciwniku nie widać obrażeń, a i tak ginie. A gdzie odpadające ręce, cięcia na brzuchu itp? Muzyka oddaje nastrój gry i jest jedną z mocniejszych stron „Morrowinda”. Gra była zapowiadana jako jedna z trzech wielkich gier RPG.

Przeczytaj również